|
|
IV |
|
|
„Mam zabrać snowboard, czy
będziemy zjeżdżać na deskach windsurfingowych?” – takiej treści
e-mail otrzymaliśmy od potencjalnego uczestnika, który jako jeden z
pierwszych odpowiedział na zaproszenie do
Po tym krótkim wstępie nie powinno już nikogo dziwić, że obydwie dyscypliny uzupełniają się wzajemnie. Snowboard jest przedłużeniem sezonu letniego dla windsurferów, a windsurfing może być letnią alternatywą dla zagorzałych snowboarderów. Stąd wywodzi się idea zorganizowania zimowego spotkania na Hali Szrenickiej. Podobnie jak z historią snowboardu i windsurfingu, również w tym przypadku trudno jest wskazać ojca imprezy. Nikt dzisiaj już nie pamięta w czyjej głowie ten pomysł się zrodził, a już na pewno bez badania DNA nie ma szans na wykrycie autora takiej idiotycznej nazwy jak Windsurfingowe Mistrzostwa Polski w Snowboardzie. Trochę o logistyce i
meteorologii Pomimo ubiegłorocznych zapewnień,
że impreza odbędzie się na początku roku ostatecznie znowu postawiliśmy
na marzec. O rezygnacji z tego pomysłu zadecydowało zwyczajne lenistwo –
na początku sezonu wszyscy myśleliśmy o
Prognozy na sobotę były masakryczne. W nocy miał zacząć padać śnieg i wiać wiatr o sile huraganu. Gdyby ten scenariusz się spełnił to niewielu zdołałby się dostać do schroniska, nie wspominając o uczestniczeniu w jakichkolwiek zawodach, nawet windsurfingowych. Zazwyczaj portal ICM się nie myli, jednak tym razem, na nasze szczęście, stało się inaczej i front niżowy ominął nas wąskim łukiem. Ranek, co prawda przywitał nas opadami śniegu, ale z godziny na godzinę sytuacja normowała się i zanim wystartował pierwszy zawodnik słoneczko zaczęło się przebijać przez chmury. Trochę o czasie surferów Na olimpiadzie w Turynie obecne były wszystkie dyscypliny, które miały cokolwiek wspólnego ze śniegiem i lodem. Zabrakło chyba tylko synchronicznego lepienia bałwanów i tej konkurencji, którą uprawiają ziomale na Hali Szrenickiej po wyjściu na śnieg z sauny. My do takich perwersji nie mogliśmy dopuścić więc poprzestaliśmy na dwóch nieskomplikowanych konkurencjach: boardercross i Wielka Szrenicka. Zasady były banalne. Nie wdając się w szczegóły, w boardercrossie startowało dwóch zawodników jednocześnie, a ich zadaniem było pokonanie wyznaczonej trasy w jak najkrótszym czasie. Natomiast w drugiej konkurencji jak zwykle testowaliśmy najnowsze środki dopingujące w postaci piwa i Coca-coli. Chodziło o to, żeby pokonać tę samą trasę co w poprzedniej konkurencji tyle, że z kubkiem wypełnionym do wyboru: żółtym płynem z białą pianką lub czarnym płynem bez pianki. Na mecie liczył się czas i ilość dowiezionego płynu. Nie oszukujmy się, nasz tor boardercrossowy w niczym nie
przypominał tego turyńskiego. Zresztą gdyby było inaczej musielibyśmy
zaprosić do udziału olimpijczyków, a przecież nie o to chodziło. Prawdę
pisząc mieliśmy zamiar zbudować na trasie kilka prostych przeszkód
jednak z powodu rzekomej śnieżycy z pomysłu zrezygnowaliśmy. Właściwie
dobrze się stało, bowiem po kilku przejazdach w miejscach szczególnie
wąskich zrobiły się naturalne przeszkody w postaci głębokich kolein,
skutecznie utrudniających życie
Najlepszym w „Reszcie Świata”
okazał się Radosław Kroupa, który z czasem
00:34.748
uplasował się również na drugim miejscu w klasyfikacji ogólnej. Radek
otrzymał puchar, srebrną deskę snowboardową i plecak snowboardowy Wśród pań niespodzianki nie było. Zwyciężyła Paulina Różyło i w nagrodę oprócz pucharu oraz miniaturowej srebrnej deseczki otrzymała profesjonalny pokrowiec na deskę naturalnych rozmiarów. W konkurencji z piwem i colą
zwyciężył
Zawody
mają swoją 4 letnią tradycję. W tym czasie stałym bywalcom Hali
Szrenickiej urosło pokolenie małych snowboarderów i tymczasowych
narciarzy, którzy ze względu na wiek jeszcze nie mogą przypiąć desek. Dla tych właśnie maluchów postanowiliśmy w tym roku zorganizować
osobną Jak zawsze impreza miała swoich wielkich wygranych i przegranych. Największą niespodziankę sprawił Bartek Stankiewicz, który był bodajże najmłodszym zawodnikiem i wśród tych najstarszych zajął 36 pozycję, wyprzedzając swoich rodziców. Wyrazy współczucia należą się kierownikom i działaczom rodzinnych teamów, spośród których najliczniej reprezentowany był klan Stefaniaków. Pomimo wystawienia aż pięciu ziomali, żaden z nich nie załapał się na pudło. Żal nam było tych, którzy rywalizację potraktowali zbyt serio i spaliła ich trema - na co dzień reprezentują całkiem niezły poziom, a w zawodach przegrywają z dziećmi. Szkoda nam również Macieja Guta, który w ubiegłym roku był w czołówce, a w tym sezonie swoje szanse na dobrą lokatę przekreślił efektownym jumpem. Niestety mieliśmy oszczędną wersję bramki, która nie mierzy czasu zawodnikom przekraczającym metę w powietrzu. Najbardziej jednak, było nam przykro, gdy dowiedzieliśmy się, że były osoby, które przyjechały z daleka specjalnie na zawody i nie zdążyły dostać się na Halę przed zamknięciem listy startowej. Ubolewamy także nad tymi, którzy zaliczyli gleby. Jedna kraksa wyglądała dość poważnie ale dzięki temu, że zawodnicy mieli na głowach kaski, skończyło się tylko na strachu. Trasa nie była trudna skoro radziły sobie z nią dzieci jednak jeżeli jedzie para zawodników nie trudno o nieszczęście, a gdy żądza wygranej bierze górę nad zdrowym rozsądkiem stopień zagrożenia rośnie nieporównywalnie. Trochę o browarnictwie, kinematografii
i medycynie
Ogłoszenie wyników i rozdanie nagród tradycyjnie miało miejsce w schronisku o godzinie 20:00. Nie byli z tego zadowoleni, ci którzy przyjechali tylko na zawody bądź osoby, które nocleg miały na dole w Szklarskiej Porębie. Naszym zamiarem nigdy nie były same zawody. Dla nas liczy się również, a może przede wszystkim tzw. otoczka – wypicie piwa przy jednym stole, poznanie nowych ludzi, wspólna zabawa itp. Dlatego właśnie zależy nam na tych, którzy zostaną z nami wieczorem i razem z nami będą zwalczać Zespół Dnia Poprzedniego, jeżdżąc na deskach w niedzielę. Nazajutrz przywitała nas pogoda typowo snowboardowa, czyli w dechę. Tradycyjnie większość Po obiedzie nastąpiła ewakuacja. Ponieważ droga transportowa do Kamieńczyka jest zamknięta dla snowboardzistów z czystym sumieniem zjeżdżaliśmy w głębokim puchu najpierw lasem, potem korytem zasypanego kamieńczyka i wreszcie gdy las stał się na tyle gęstym, że jazda była niebezpieczna powróciliśmy na drogę. Na dole miły surprajz - nie trzeba było odkopywać aut! Trochę wazeliny i czarka goryczy
zamiast zakończenia Jeszcze raz chcielibyśmy
podziękować sponsorom tym dużym i tym małym, a w szczególności osobom
prywatnym, które zainwestowały swój własny szmal z prywatnego portfela.
Szczególnie jesteśmy wdzięczni agencji ubezpieczeniowej
Krzysztofa Kupaja za ubezpieczenie
zawodników od nieszczęśliwych wypadków (na szczęście jego pomoc nie była
potrzebna). Jeszcze raz należałoby podziękować zawodnikom za postawę
fair play oraz za to, że z nielicznymi wyjątkami dostosowali się do
regulaminu imprezy, a w szczególności do zapisów w paragrafie
5 pkt.
5.2. Podziękowania należą się również
Piotrowi, który po nocach walczył
z awariami, żeby móc nas wwieźć na górę ratrakiem w czwartek, piątek i
sobotę. Co w przyszłości? To pytanie, my organizatorzy zadajemy sobie po każdej edycji zawodów jednak do tej pory pozostawało ono bez odpowiedzi. Tym razem stało się inaczej. Mamy gotową odpowiedź - w przyszłym roku impreza będzie miała podobny charakter z tym, że zmieni się jej nazwa na Ostatnie Windsurfingowe Mistrzostwa Polski w Snowboardzie. Nie chcemy naśladować Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która gra do końca świata i jeden dzień dłużej, dlatego piąta edycja zawodów będzie również ostatnią. Powody ku temu są przynajmniej trzy. Po pierwsze lenistwo – przygotowanie imprezy dla kilkudziesięciu osób wymaga sporo prywatnego czasu i pracy, za którą nikt z nas nie pobiera żadnego wynagrodzenia, a czasami nawet trzeba dołożyć z własnej kieszeni. Po drugie – nikt z organizatorów nie chciałby mieć poczucia winy w obliczu ewentualnej poważnej kontuzji, któregoś z zawodników. Po trzecie – naszym celem była zabawa, a z każdą kolejną edycją imprezy odnotowujemy coraz więcej rywalizacji, a coraz mniej zabawy. Nie na tym polega snowboard , a tym bardziej windsurfing. Oczywiście nie oznacza to, że od 2007 roku przestajemy się spotykać na Hali. Być może wrócimy do korzeni i tak jak za pierwszym razem, spotkamy się w wąskim gronie, będziemy mierzyć czas stoperem, a główną nagrodę będzie stanowić tuningowany puchar kupiony na giełdzie staroci za 5 pln oraz prycza na weekend w schronisku zamiast byczenia się w Grecji. Tak, czy inaczej nie żegnamy się, ale mówimy do zobaczenia. Komitet Organizacyjny * * * K O N K U R S * * * Tradycyjnie na zakończenie proponujemy jeszcze jedną konkurencję, tym razem „multimedialną”. W fotogalerii z zawodów znajduje się ponad setka zdjęć, w tym jedno błędne. Wśród osób, które namierzą to zdjęcie i napiszą na czym ten błąd polegał, rozlosujemy elektroniczną tarczę do darts ufundowaną przez Robsona. Odpowiedzi prosimy nadsyłać na kartkach pocztowych na adres: windmail@[wytnijto]poczta.onet.pl * * * Konkurs rozstrzygnięty! Wśród prawidłowych odpowiedzi maszyna losująca wylosowała nr startowy 77, czyli Pana Janusza Sitarka, który wybrał prawidłowe zdjęcie z nieprawidłowym napisem. Elektroniczne darts z pewnością będą służyć Januszowi podczas tych długich bezśnieżnych wieczorów do następnej zimy. Gratulacje!
|
||
|
WYNIKI * * * FOTOGALERIA |