Z Hali Szrenickiej do
Jakuszyc można dojechać na kilka różnych sposobów. Jeden z nich został
opisany
tutaj.
Tym razem celem
wycieczki jest sztuczny zbiornik z zabytkową tamą, który znajduje się
w miejscowości Souš. Trasa przeznaczona jest raczej dla rowerów MTB
ale można ją w łatwy sposób zmodyfikować tak, żeby była przejezdna
również dla rowerów o nieco węższych oponach. W obydwu wariantach
trzeba jednak liczyć się z koniecznością pokonywania niektórych
odcinków nie na rowerze, ale obok niego.
Trasa zaczyna się i
kończy na Polanie Jakuszyckiej. Wyruszamy w kierunku zachodnim drogą,
którą wiodą szlaki rowerowe nr 8, 9 i 10 oraz czerwony szlak pieszy.
Na dzień dobry mamy ponad kilometrowy podjazd na tzw. "samolot",
najwyższy punkt na trasie. Dalej trasa wiedzie w dół w kierunku schroniska „Orle”,
które stanowi pozostałość po dawnej osadzie szklarskiej.
Korzystając
z uprzejmości obsługi schroniska osoby, które nie uczyniły tego
wcześniej, mają ostatnią szansę wymienić złotówki na czeskie korony. W
schronisku można również zaopatrzyć się w mapę Gór Izerskich, która w
zupełności wystarczy do zorientowania się co piszczy w okolicznej
trawie, także po czeskiej stronie.
Dotąd trasa wiodła
szeroką drogą żwirową z dużą ilością luźnych kamieni w początkowej
fazie. Alternatywną trasą dla trekingów może być asfaltowa droga
dojazdowa do schroniska, której początek znajduje się także w
Jakuszycach (żółty i zielony szlak, długodystansowa trasa rowerowa
ER-2).
Od schroniska
jedziemy jeszcze przez chwilę czerwonym szlakiem a następnie skręcamy
w lewo i nowym szlakiem rowerowym nr 13 docieramy do przejścia
turystycznego na Izerze. Granica w tym miejscu została otwarta dla
ruchu pieszego i rowerowego w lipcu 2005 dlatego szlaki w tej okolicy
nie są zaznaczone na mapach wydanych przed tym terminem. Po przeciwnej
stronie granicznego mostka na Izerze od razu czuć inny klimat
rowerowy. Czechy to kraj, w którym na MTB jeździ się po górach, a nie
tak jak u nas po mieście. Widać to na pierwszy rzut oka. Jest koniec
września a wokół pełno ludzi na rowerach... i to jakich rowerach -
full wypas. Wszyscy bez wyjątku w kaskach.
Od mostku granicznego
żółtym szlakiem dojeżdżamy, a raczej dopychamy rower do osady-skansenu Jizerka
położonej na rozległej polanie. Jeśli staniemy na skrzyżowaniu, zastanawiając się co
dalej, warto przypomnieć sobie starą zasadę: „jeśli nie wiesz gdzie – jedź pod górę”. Zgodnie z tą zasadą podążamy czerwonym i
niebieskim szlakiem na południowy-wschód w kierunku Bukovca – samotnego szczytu
górującego nad doliną.
Na przełęczy mijamy
parking i restaurację. Na skraju lasu stajemy przed następnym trudnym
dylematem. Którędy dojechać do Souš, w prawo niebieskim szlakiem, czy w
dół asfaltem? Wybór jest o tyle trudny, że zjazd szlakiem jest krótszy
(5km) ale za to w błocie i po głazach wielkości dwudziestocalowego
telewizora, które są nie do pokonania na rowerze dla przeciętnego
rowerzysty. Drogą natomiast jest dalej (ok.9km). Poza tym jadąc
asfaltem traci się wysokość którą potem trzeba będzie odrobić. Ci,
którzy dysponują rowerem na 28 calowych kołach bez amortyzatorów mają
problem z głowy – jadą w dół, asfaltem przez Horni Polubny.
W Souš znajduje się
malowniczy zalew z kamienną, niezbyt imponujących rozmiarów, ale za to
wiekową tamą, na którą niestety nie można wchodzić. Trasa powrotna
wiedzie początkowo dosyć ruchliwą drogą Hejnice – Desna. Po
przejechaniu około 2km skręcamy w lewo w boczną drogę asfaltową,
która pnie się do miejscowości Horni Polubny. Na skrzyżowaniu przed
kościołem nie jedziemy w prawo za drogowskazami na Harrachov tylko
prosto w kierunku miejscowości Kořenov.
Po drodze, za stacją
ichniego PKP, można zatrzymać się na odpoczynek w jednym z dwóch
usytuowanych obok siebie pensjonatów. "U Kerbu" za około 130 CK można
wypić kawę, zjeść porządny gulasz z knedlikami i popić to wszystko
Gambrinusem. Piwo albo dwa można spokojnie łyknąć bo dalej drogą
publiczną jedzie się tylko przez chwilę, a potem (za hotelem) skręcamy
w lewo (słabo oznakowany niebieski szlak) i po chwili dojeżdżamy do
szlaku czerwonego. Dalej w prawo za czerwonymi znakami przez rzekę.
Pedałujemy aż do momentu, w którym zabraknie nam pary w nogach, czyli
do granicy lasu. Podjazd robi się coraz bardziej stromy i w końcu
trzeba zejść z siodełka. Na górze po wypitym wcześniej piwku zostają
już tylko wspomnienia i kropelki potu na czole.
Wjeżdżamy wprost na
mini pole golfowe na przedmieściach Harrachova (Mytiny). Stąd
już tylko kilka machnięć korbą do centrum – cały czas w dół i 4km do
granicy w Jakuszycach – cały czas pod górę. Licznik powinien wskazać
około 35 km. Jeżeli odpuściliśmy sobie zwiedzanie Harrachowa to parę
kilometrów mniej.