Dziwna była ta zima. Późno się zaczęła i późno skończyła -
jeszcze po świętach można było jeździć ale w zasadzie nie było już komu.
Wbrew powszechnym narzekaniom śniegu nie brakowało. Może po prostu po
ostatnich dwóch poprzednich
anormalnych sezonach kiedy śnieg wdzierał się do schroniska przez okna na piętrze,
staliśmy się po prostu zbyt wymagający.