Śmiechu
Warte - Zima
Niedzielny poranek. Na obozie
narciarskim dwie instruktorki szykują gromadkę szkrabów do pierwszej
lekcji. Jedna z nich pomaga dziecku założyć butki narciarskie. Szarpie
się, męczy, ciągnie... No, weszły!
Spocona siedzi na śniegu, dziecko mówi:
- Ale mam buciki odwrotnie...
Pani patrzy, faktycznie!
No to je ściągają, mordują się, sapią... Uuuf, zeszły!
Wciągają je znowu, sapią, ciągną, ale nie chcą wejść... Uuuf, weszły!
Pani siedzi, dyszy a dziecko mówi:
- Ale to nie moje buciki...........
Pani niebezpiecznie zwężyły się oczy. Odczekała i znowu szarpie się z
butami... Zeszły!
Na to dziecko:
- .........bo to są buciki mojego brata ale pozwolił mi sobie pożyczyć
na
jeden dzień.
Pani zacisnęła ręce mocno na kijku, już miała trzepnąć bachora w łeb ale
odczekała chwilkę, ochłonęła i znowu pomaga dziecku wciągnąć buty.
Wciągają, wciągają ..... weszły!.
- No dobrze - mówi wykończona pani - a gdzie masz rękawiczki?
- W bucikach.
Baca zatrzymuje wyciąg i ogłasza:
- na dzisiaj koniec jeżdżenia, idźcie do domu
- baco, przecież jest dopiero południe, a my zapłaciliśmy za cały dzień
- narzekają narciarze.
- powiedziałem, że na dzisiaj już koniec.
- ale dlaczego?
- bo narciarze mnie obrażają - odpowiada baca.
- no ale jak my was baco niby obrażamy?
- ano był tu taki jeden co powiedział mi ty h**u!
- e.. niemożliwe, to na pewno musiał być jakiś Anglik, pozdrowił was "hał
du ju do" w swoim języku, a wy go źle zrozumieliście.
- no może i macie racje, chyba go nie zrozumiałem.
Baca włączył wyciąg, usiadł na
ławeczce i kombinuje: no może i to było "hał du ju do" ale
dlaczego "złamany"?
Gość siedzi w
barze przy piwku i przysłuchuje się rozmowie dwóch początkujących
narciarzy narzekających na szkołę narciarską.: "Ci instruktorzy
to to potrafią zedrzeć z człowieka ostatnią koszulę" itp. itd.
W końcu facet nie wytrzymuje, podchodzi do narciarzy
i mówi: " nie toleruję ludzi, którzy publicznie psują mi renomę".
Na to barman: "Co się pan wtrącasz! Jest pan instruktorem czy
co?".
"Nie! Jestem naciągaczem" - odpowiada gość.
W jednym ze snowparków pewien
instruktor pokazuje początkującemu snowboarderowi skomplikowane triki
na dużej hopie. Za każdym razem przed wykonaniem trochę
trudniejszego zadania gość wkłada na siebie jakąś starą czerwoną
bluzę. W końcu klient nie wytrzymuje: "Dlaczego ciągle zakładasz
tą czerwoną koszulę?". Na to instruktor: "Niektóre triki mogą być naprawdę niebezpieczne. Ty jesteś młody, niedoświadczony.
Gdybym na przykład źle wylądował i się zranił to widząc krew mógłbyś
doznać szoku, a tak na czerwonej koszuli w zasadzie nie widać
krwi". "Niegłupie" pomyślał uczeń.
Pod koniec lekcji instruktor
postanowił zaprezentować swój popisowy numer: switch frondside 540
corckscrew mute grab. Przed skokiem jak zwykle gość szpera w swoim
plecaku. "Szukasz czerwonej koszuli?" - zapytał uczeń. Na to
instruktor odpowiada: "Nie. Szukam moich brązowych spodni".
Pewien snowboarder wynajął na
tydzień przewodnika aby trochę pozjeżdżać poza trasami. Niestety od
początku coś szło nie tak. A to pogoda była nieodpowiednia, a to za
duże zagrożenie lawinowe. W rezultacie w ostatni dzień udało się
zjechać całkiem łatwą i niezbyt ekscytującą trasą. Na koniec
amator freeridu otrzymał rachunek na 1000$. "Tyle szmalu za taką
prostą traskę?". "Drogo? E ... tam. Co to jest wobec kwoty
którą zapłaciłbyś gdyby nie ta pogoda".
"Narciarstwo
to sport wymagający czasu. Ja spędziłem jeden dzień na nartach i
tydzień w szpitalu."
Pewien
biznesmen został oskarżony o stosowanie praktyk monopolistycznych po
tym jak, mając w posiadaniu trzy centra narciarskie, wybudował
nieopodal specjalistyczny szpital chirurgiczny.
Snowboarding
to wymysł roztrzepanych narciarzy, którzy mieli już dość ciągłego
szukania kijków i drugiej narty.
Przygotowanie do sezonu zimowego -
zestaw ćwiczeń na lato.
1.
Odwiedź najbliższą hurtownię mrożonek, gdzie za niewielką
kwotę pozwolą ci posiedzieć przez trzy godzinki w zamrażalniku. Zaleca
się zabranie ze sobą wentylatora oraz pojemnika z ciepłą wodą, którą
należy rozlać dookoła, dostosowując w ten sposób klimat do warunków
panujących zimą w polskich górach.
2.
Załóż na siebie tyle ubrań ile jesteś w stanie, wypij kilka
butelek piwa, a potem ściągnij to wszystko z siebie tylko po to żeby
zrobić siusiu.
3.
Gogle bądź okulary zamocz w ciepłej wodzie, włóż na chwilę
do zamrażarki, a potem załóż na oczy i przebiegnij się po
mieszkaniu (telefon na pogotowie to 997).
4.
Idź do najbliższego supermarketu, zrób zakupy o równowartości
całodziennego karnetu na wyciąg. Najlepiej
jak to będą jakieś nieprzydatne buble z wyprzedaży. Ustaw się
w najdłuższej kolejce do kasy, odczekaj swoją kolej i przed zapłaceniem
wróć z powrotem na koniec kolejki. Uśmiechnij się i bądź szczęśliwy,
w końcu jest środek tygodnia a nie weekend kiedy kolejki są jeszcze dłuższe.
5.
Odwiedź najbliższy pub, zamów piwo i jakąś przekąskę, a
gdy dostaniesz rachunek zapłać dwa razy więcej niż wynosi należność.
Nie zapomnij o uśmiechu - w końcu kupujesz piwo z własnej
nieprzymuszonej woli.
6.
Kawałki potłuczonych kostek lodu zmieszaj ze szronem z zamrażarki
i dodaj garść drobnych kamieni. Wrzuć to do najmniej wygodnych butów
jakie posiadasz, zasznuruj i wybierz się na długi spacer. Po powrocie
będziesz już doskonale przygotowany do spaceru jaki cię czeka od wyciągu
do parkingu.
7.
Pod koniec dnia idź z powrotem do supermarketu i spróbuj za połowę
ceny odsprzedać przypadkowym przechodniom te nieprzydatne buble, które
kupiłeś na wyprzedaży.
8.
Wszyscy, którzy najczęściej jeżdżą w Zakopanem dodatkowo
powinni wyrzucić do kosza stuzłotowy banknot.