logo

::: SPONSORZY :::

"UNIMEX" Legnica

Ponadto firmy legnickie:

"ZETOS"

"Tek-Styl"

Bank Ochrony Środowiska

D&D Serwis

"Geodeta"

"Enitra"


::: PATRONAT  MEDIALNY :::


::: POMIAR CZASU :::

"Lekop" J. Góra


::: ORGANIZACJA :::

Schronisko na Hali Szrenickiej

SurfAkademia, Legnica


::: WYNIKI :::

[ Klasyfikacja generalna ]

[ Pływający ]

[ Pływający inaczej ]

[ Kobiety ]

[ Wielka Szrenicka ]


::: STATYSTYKA :::

[ Liczba startujących ]

[ Czasy w kategoriach ]

[ Czasy indywidualne ]

[ Poziom płynu na mecie ]


:: GALERIA  FOTO :: 

[ Piątek ]

[ Sobota rano ]

[ Sobota wieczór - Niedziela ]


 

 

II
Windsurfingowe Mistrzostwa Polski w Snowboardzie
***
Szklarska Poręba, Hala Szrenicka 06 marzec 2004


Nie jest rolą organizatorów ocena, czy impreza była udana, czy też zakończyła się fiaskiem. O tym być może przekonamy się za rok. Sukcesem będzie jeśli spotkamy się w tym samym składzie plus jeszcze kilka osób. To jednak (jeśli w ogóle) dopiero za rok. Wróćmy do tego, co działo się na Hali w pierwszy marcowy weekend 2004 roku.... a jest co wspominać.

 

 Piątek

„ Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz” - przysłowie staropolskie

Pierwsi snowboarderzy pojawili się na Hali już w piątek. Niestety dla tych, którzy nie zarezerwowali sobie miejsca noclegowego z odpowiednim wyprzedzeniem zabrakło łóżek. Część nocowała więc u konkurencji (schronisko na Szrenicy, Ośrodek Kamieńczyk - w likwidacji) a pozostali gdzie popadło. Największym wzięciem cieszyła się podłoga w sali komputerowej oraz korytarz na ostatnim piętrze. Zresztą po aktywnie spędzonym dniu nie było chyba dla nikogo istotne gdzie przyjdzie mu przekimać.  „Aktywny” dla jednych oznaczało cały dzień na desce, dla innych plażowanie (foto), a dla jeszcze innych biesiadowanie (brak foto).

Zgodnie z prognozą aura była wyjątkowa. W słowniku slangu młodzieżowo-snowboardowego dla określenia takiej pogody przewidziano termin „przepięknie”. Ponieważ jednak każdy z nas (organizatorów) od dawna nie jest zaliczany do młodzieży zgodnie stwierdziliśmy, że pogoda była zajawkowa, czyli cool.  Mrozik, słońce i zero wiatru, zresztą każdy może to ocenić na podstawie tych kilku zdjęć w piątkowej galerii (menu poniżej z lewej strony).

Wieczorem aktywność zamarła. Jedni biernie obserwowali wyczyny uczestników obozu taneczno-narciarskiego radiowej 3 (foto), natomiast reszta obserwowała siebie nawzajem przy stolikach w "Piekiełku" (brak foto).

Sobota

 „Pogoda jest jak rząd, zawsze nieodpowiednia” - Jerome K. Jerome

Tym razem cytowana maksyma sprawdziła się tylko połowicznie tzn. pogoda była OK, a z rządem jak zwykle. Dzień przywitał nas windsurfingową aurą - słońcu z poprzedniego dnia towarzyszył wiatr. Co prawda zawody miały w nazwie „Windsurfingowe ...” ale chyba żaden z uczestników tego dnia nie tęsknił za nim. Nie powinniśmy jednak narzekać. Od początku roku matka natura nas nie rozpieszcza, mieliśmy sporego farta, że na przykład nie wiało z taką prędkością jak dwa tygodnie wcześniej (ponad 108 węzłów; 56 m/s; 12 w skali Beauforta; 200 km/h). Oczywiście warunki atmosferyczne nie stanowią żadnej przeszkody, bowiem zawody odbyłyby się nawet bez śniegu. Na taką okoliczność przygotowane zostały konkurencje „indoors” m.in.  światowa premiera najnowszej deski Eli fristajl indoors, a także testy nart klasycznych za pomocą piłki (do metalu) oraz najnowszych modeli kasków snowboardowych (foto). Na szczęście nie było potrzeby wprowadzania w życie planu awaryjnego.

W sobotę od rana nadciągały niedobitki, którym szefowie lub małżonkowie nie dali urlopu na piątek albo też z powodów opisanych wyżej nie dostali noclegu. Oprócz kilku (usprawiedliwionych) wyjątków listę podpisali prawie wszyscy, którzy byli obecni podczas poprzedniej edycji zawodów. Zabrakło chyba jedynie Hermana, który przedstawił zwolnienie lekarskie na druku L4. Każdy kto miał okazję poznać Hermana w ubiegłym roku dobrze wie, że nie gustuje on w tego typu imprezach i dlatego nikt nie uwierzył w jego rzekomą chorobę.

Ostatecznie na starcie boardercrossu stanęło 44 (prawie dwukrotnie więcej niż w ub.r.) zawodników i zawodniczek, reprezentujących bardzo zróżnicowany poziom od początkujących lamerów po prawdziwych wyjadaczy alpejskich stoków.

Ze względu, przede wszystkim na poziom zaawansowania, trasa nie przypominała tej z Winter XGames.  Po drodze do mety nie było żadnej wielkiej hopy. Jedyne utrudnienie stanowiły trzy niewielkie garby (w tym jeden naturalny).
Jak można było się spodziewać formuła BX, a zwłaszcza start dwóch zawodników jednocześnie, okazał się lepszym pomysłem od GS rozgrywanego w ubiegłym roku. Przejazd zajmował przeciętnie 00:34,27, a różnica pomiędzy najlepszym i najsłabszym zawodnikiem wyniosła aż 00:40,36. Świadczyć to może tylko o zróżnicowanym poziomie startujących. I właśnie o to chodziło. Ideą tej imprezy było to, aby w jednej parze jechali: ten, który może na śniegu nie radzi sobie najlepiej, za to na wodzie jest ekspertem z tym, który snowboard zna od podszewki, natomiast windsurfing z TV.
Niestety jak to zwykle bywa nie wszyscy zrozumieli formułę zawodów i rywalizację potraktowali zbyt serio. Tu i ówdzie dało się słyszeć sporadyczne marudzenie, że usypane na trasie dwa pagórki były albo za małe albo za duże albo źle wyprofilowane albo w nieodpowiednim miejscu. Ustalając trasę staraliśmy się pogodzić bezpieczeństwo tych początkujących z atrakcyjnością przejazdu dla tych lepszych. Wynika z tego, że nie jest to tak do końca możliwe. W każdym razie na pewno w trakcie trwania zawodów nikt nie przestawiał tych hopek z miejsca na miejsce i nikt nie zmieniał ich profilu - wszyscy zawodnicy mieli więc równe szanse. Bordercross właśnie na tym polega, że oprócz szczęścia decyduje ilość km wyjeżdżonych nie tylko na wyratrakowanych trasach, ale przede wszystkim poza nimi, w trudnym i zróżnicowanym terenie.

Na pewno te dwa pagórki nie były żadną przeszkodą dla Filipa Cupaka, który uzyskał najlepszy czas w klasyfikacji generalnej, a także wśród windsurferów (00:26,45). W kategorii „Pływający inaczej”, czyli wśród szczurów lądowych najlepszy czas (00:27,08) osiągnął Robert Urbaniak ( III miejsce w klasyfikacji generalnej) . Żadnych niespodzianek nie było jeśli chodzi o rywalizację kobiet, które na starcie stawiły się w liczbie sztuk 11. Podobnie jak w ubiegłym roku główne trofeum zgarnęła Paulina Różyło, która z czasem 00:28,92 zajęła ósmą lokatę w klasyfikacji ogólnej, wyprzedzając wielu facetów. 

Bezpośrednio po zakończeniu pierwszego i jedynego biegu w boardercrossie, zawodnicy wystartowali w drugiej konkurencji - Wielka Szrenicka. Zabawa jak zwykle polegała na tym aby do mety dowieźć jak najwięcej piwa w jak najkrótszym czasie. W przeciwieństwie do ubiegłego roku trasa była nieco trudniejsza, a na pewno znacznie szybsza. Niektórzy, mimo panującego mrozu, postanowili w ramach dozwolonego dopingu upić co nieco płynu przed startem, albo w trakcie jazdy. Inni z kolei mimo upadku nie uronili żadnej kropli (foto), dowożąc do mety prawie pełny kubek. Do tych ostatnich należy także Tomasz Uziembło, który uzyskał znacznie lepszy czas niż w przejeździe bez piwa  (nie należy tego faktu zbyt pochopnie interpretować) i pokonał w ten sposób pozostałych rywali.

Wyniki w poszczególnych kategoriach dostępne są z menu znajdującego się z lewej strony.

Warto podkreślić, że na trasie panowała przyjacielska atmosfera i to niezależnie od tego czy jazda była z piwem, bez piwa czy po piwie. Co dziwne do Komisji Sędziowskiej wpłynął tylko jeden spóźniony protest. Może stało się tak dzięki zaporowej opłacie w kwocie 10 pln, a może po prostu przyczynił się do tego paragraf 13 niepisanego regulaminu imprezy, który jasno stwierdza, że Komisja przyjmuje protesty ale ich w ogóle nie rozpatruje.

Niestety konkurs Big Air nie odbył się. W ubiegłym roku dostaliśmy wiele maili z pretensjami dlaczego nie ma skoków. Gdy postanowiliśmy wyjść naprzeciw zapotrzebowaniu okazało się, że wszyscy chętni wymiękli. Prawdopodobnie obleciał ich strach gdy stanęli na progu starej skoczni narciarskiej albo na przeszkodzie stanęło lenistwo, bowiem zgodnie z cytowanym regulaminem zawodnicy zobowiązani byli sami sobie usypać kickera.

Około 15 Komisja Sędziowska udała się na naradę wojenną. Mimo elektronicznych zabawek takich jak fotokomórka i laptop, rozdanie nagród mogło się rozpocząć dopiero wieczorem, ale o tym na następnej stronie >>>